Jak (nie) zostałem gangsterem - historia przedziwna

 Moja poprzednia historia dotycząca bardzo ciekawego klienta w moim serwisie rowerowym bardzo wam się spodobała, więc idąc za ciosem postanowiłem opowiedzieć wam coś równie absurdalnego. Nie będzie tu wspominany moja firma, bo akurat nie jest to historia z nią związana, ale mam nadzieję, że te wydarzenia z mojego życia przypadną wam do gustu.

Dodam tylko, że mam jeszcze kilka ciekawych historii z różnej maści klientami i kontrahentami, więc jeśli wam się podoba, chętnie o nich opowiem. Naprawdę, mógłbym o tym napisać całą książkę.

Nie przedłużając, oto właściwa historia.

Szukając mieszkania do kupienia w moim mieście znalazłem jedną bardzo atrakcyjną ofertę. Wprawdzie budynek nie był nowy, jednak nie przeszkadzało mi to zbytnio. Mieszkanie wyposażone było w centralne ogrzewanie, miało podłączoną wodę i w pełni funkcjonalną kuchnie oraz łazienkę. Więcej do szczęścia mi nie było trzeba. Spora powierzchnia w połączeniu z brakiem mebli w salonie i sypialni sprawiała, że mogłem je urządzić po swojemu. Fakt braku łóżka trochę mi przeszkadzał i przez pierwsze kilka dni spałem na dmuchanym materacu, ale nie trwało to długo. W około dwa tygodnie kupiłem wszystko, co potrzebne mi było do życia. Może i nie miałem obrazów, jakiś nowoczesnych urządzeń czy designerskich mebli, ale i tak czułem się fantastycznie mogąc nazwać nowo zakupione mieszkanie ,,moim".

Prowadzę własną firmę, która wprawdzie nie przynosi mi milionów, ale pozwala się dobrze utrzymać. Dlatego właśnie większość niezbędnego wyposażenia była dostarczana przez kurierów lub firmy, u których składałem zamówienie.

Być może od tego właśnie zaczęła się moja przygoda z sąsiadami.

Jeszcze przy zakupie mieszkania zdawałem sobie sprawę z tego, że większość lokatorów zajmująca ten budynek, była po sześćdziesiątce. Jakoś specjalnie mnie to wtedy nie obchodziło. Uznałem, że przecież starzy ludzie nie będą puszczać muzyki na cały regulator w nocy, urządzać imprez w środku tygodnia ani rzucać mi petów na balkon. No i fakt, nie pomyliłem się, co nie znaczy, że emeryci i renciści nie mają swoich sposobów na uprzykrzanie innym życia.

Za każdym razem, gdy ktoś przyjeżdżał z moim zamówieniem, na balkonach i w oknach dało się dostrzec moich bardzo uprzejmych sąsiadów, lustrujących każdy mój ruch. Uznawałem ich wtedy za nieszkodliwych i znudzonych życiem. W końcu co emeryci mogą mi zrobić? Jedynie pogadać sobie, że jestem złodziejem albo oszustem. Na ich nieszczęście, to co ludzie o mnie myślą, było poza moim zainteresowaniem.

Widok młodego człowieka, którego nie tylko stać na kupno mieszkania, ale i nowych mebli, do tego z wniesieniem, musiał rozbudzać wyobraźnie moim sąsiadom. Nie było dnia, aby któryś z nich ukradkiem nie spoglądał na mnie zza okna albo ściany budynku, jakby czekali aż się zdradzę ze swoimi niecnymi sposobami zarobku. Było kilku odważnych, którzy wprost pytali, czym się zajmuje, a wtedy z miłym uśmiechem odpowiadałem ,,mam własny serwis rowerowy". Wyjaśnienie to oczywiście nic nie dawało i bardzo często spotykałem się z odpowiedzią typu ,,Ale z serwisu to chyba nie da się wyżyć. A już na pewno nie tak". A więc nie dało się tym ludziom wytłumaczyć, że taka praca pozwala się utrzymać.

Dni sobie mijały, a sąsiedzi nie zmienili swojego zachowania. Skończyły się jedynie pytania o moje źródło dochodu. A właściwie to skończyły się wszelkie rozmowy z sąsiadami. Powoli przyzwyczajałem się do bycia obserwowanym na podwórku i przestawało mi to przeszkadzać. Aż pewnego dnia zdarzyło się coś, co rozpoczęło wojnę. Jako że nie lubię specjalnie jeździć samochodem, a rower nie zawsze będzie na tyle szybki, by dowieźć mnie na czas w wyznaczone miejsce, kilka lat temu zdecydowałem się na zakup motocykla. Konkretnie był to jednoślad firmy ROMET. I uprzedzam pytania - Tak, Romet też produkuje motocykle. Mały i zwinny, którego można było prowadzić mając kategorię B.

Tak więc któregoś dnia wychodząc do pracy i chcąc jechać motocyklem odkryłem, że nie mam powietrza w kołach. Podjechałem więc samochodem, który również posiadam i w którym miałem kompresor. Wiem, że szybciej byłoby już jechać do pracy autem, ale w tamtym momencie byłem na tyle zdenerwowany, że nie wytrzymałbym za biurkiem ani na warsztacie ani minuty. Po prostu musiałem wiedzieć, czy opony są przebite, czy ktoś spuścił z nich powietrze. Na szczęście okazało się to drugie. Napompowałem koła i odstawiwszy samochód na swoje miejsce, ruszyłem swoim ulubionym jednośladem do firmy.

W pracy opowiedziałem Monice, mojej przyjaciółce i pracownicy, co mnie spotkało. Oboje uznaliśmy to za kiepski żart dzieciaków z mojego osiedla. Bo w sumie co innego mogło się stać? W tamtym momencie jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo się myliłem.

Po dniu spędzonym w pracy podjechałem pod budynek, w którym mieszkam i, ku mojemu zaskoczeniu, przejeżdżając obok mojego samochodu zobaczyłem worek ze śmieciami leżący na masce. Nie myśląc dłużej i uznając to za kolejny nieśmieszny żart dzieciaków z osiedla, wziąłem go i wyrzuciłem do kontenera. Zaparkowałem motocykl i poszedłem do mieszkania. Nie zdążyłem dobrze wejść na moje piętro, kiedy usłyszałem jak woła mnie jedna ze starszych mieszkanek tego budynku. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, kiedy ta kobieta najpierw upomniała mnie, że śmieci należy segregować, a następnie rozkazała mi wrócić do kontenera, wyciągnąć worek i posegregować jego zawartość. Powiedziałem wprost, że śmieci nie są moje, tylko leżały na moim samochodzie, więc je wyrzuciłem oraz poinformowałem ją, iż nie będę drugi raz po kimś sprzątał. Na co ona odparła, że za śmieci to my wszyscy tu płacimy mam je segregować, bo inaczej spółdzielnia mieszkaniowa się mną zajmie, po czym wróciła do mieszkania i zamknęła drzwi na klucz.

Wróciłem w końcu do siebie i grając na konsoli zacząłem się zastanawiać, co właśnie się odwaliło. Ktoś położył mi worek ze śmieciami na masce samochodu i to ja jestem oskarżony o niesegregowanie śmieci? Tak czy inaczej uwagi tej starszej kobiety wpuściłem jednym uchem, wypuszczając jednocześnie drugim. I pewnie bym zapomniał o całej sprawie, gdyby sytuacja nie powtórzyła się następnego dnia. To znaczy, wstając rano odkryłem, że znowu nie mam powietrza w kołach, a wieczorem znowu ktoś zostawił worek ze śmieciami na moim samochodzie. Oczywiście sąsiadka również robiła mi wywody, jednak tym razem nie odezwałem się ani słowem przeczuwając, że to wszystko jej sprawka. Trzeciego dnia również wszystko się powtórzyło, Czwartego tak samo, a ja miałem już tego serdecznie dość i przeparkowałem zarówno swój motocykl oraz samochód poza obręb tego budynku. I o ile śmieci faktycznie nie było na samochodzie, tak mój motocykl nie uchronił się przed wandalizmem. Nie dość, że znowu spuszczono mi powietrze, to jeszcze ktoś przypiął motocykl łańcuchem do stojącej obok niego latarni ulicznej. Cęgi do metalu miałem w swojej firmie, więc pokonanie tego łańcucha nie było dla mnie problemem, jednak fakt, że coś takiego się dzieje, doprowadzał mnie do szaleństwa.

W końcu, w akcie desperacji, postanowiłem znowu zaparkować motocykl pod budynkiem, jednak tym razem poczekać na ewentualnego wandala, który cyklicznie spuszcza mi powietrze z kół. Nie czekałem aż tak długo. Gdy tylko schowałem się na klatce schodowej, gdzie nie dosiągał mnie wzrok tych starych bab zobaczyłem, jak ktoś podchodzi do mojego motocykla i pochyla się nad nim. Momentalnie zerwałem się do biegu i krzyknąłem, że ma go zostawić. Mam dość gruby, potężny głos, więc wandal momentalnie odskoczył na bok i spojrzał w moim kierunku. Okazał się nim być na oko siedemdziesięcioletni mężczyzna, którego jak dotąd kojarzyłem tylko z widzenia. Gdy tylko znalazłem się jakieś pół metra przed nim powiedziałem wprost, że ma się nie zbliżać do mojego motocykla, bo w przeciwnym razie będziemy inaczej rozmawiać. Staruszek próbował się tłumaczyć, że kucnął tylko żeby zawiązać buta i przypadkiem znalazł się w tym miejscu. Nie uwierzyłem mu i ponownie powtórzyłem, że ma nie niszczyć mojego motocyklu. Odburknął mi tylko, że nie mam szacunku do starszych, po czym odwrócił się i odszedł. Czując, że wygrałem, odwróciłem się i poszedłem do swojego mieszkania. Myślałem, że gdy rano będę chciał jechać do pracy, nic niemiłego mnie nie zaskoczy. No i cholera jasna jak na złość…….

Już pomijam fakt braku powietrza w kołach. Dosłownie cały motocykl pokryty był moczem. Tak dokładnie, ktoś wysikał się na mój motocykl. Śmierdział on niesamowicie i choćbym nie wiem jak bardzo chciał na nim jechać, mogłoby to skończyć się dla mnie źle. Zostawiłem go więc i postanowiłem jechać do pracy samochodem. Gdy wróciłem, motocykl stał nadal na swoim miejscu, więc zadzwoniłem po znajomego, który posiada samochód dostawczy. Razem zapakowaliśmy motocykl do niego na pakę i pojechaliśmy z nim na myjnie. Wiem wiem, nie powinienem myć go myjką ciśnieniową, ale w tamtym momencie naprawdę nie chciałem dotykać go dłużej niż to konieczne. Tak czy inaczej był to moment, w którym seniorzy z mojego osiedla przegięli pałę. Kwintesencją ich zachowania była karteczka wrzucona mi do skrzynki pocztowej. Były na niej poprzyklejane literki z gazet układające się w napis ,,wynocha stąd ty kryminalisto".

Wiedziałem, że nie należę do ludzi biednych, ale do bogaczy było mi jeszcze dalej. Kupiłem mieszkanie, to prawda, ale na kredyt. Meble brałem na firmę. Być może to sprawiło, że mieszkańcy uznali mnie za kryminalistę. Być może mój sposób ubierania się również nie przypadł im do gustu. Nie dość, że jeździłem motocyklem, co w oczach starszego pokolenia postrzegane było jako złe, to w dodatku nie jeździłem w kombinezonie, tylko w jeansach, koszuli i skórzanej kurtce. Myśleli że jestem gangsterem? Więc pokazałem im, jakim jestem gangsterem.

Zadzwoniłem do Moniki z prośbą o spotkanie. Zaprosiłem ją i jej chłopaka do mojego mieszkania. Warunki były dwa. Po pierwsze, mieli kupić cukier puder i zawinąć go w papier. Po drugie, on miał wyglądać jak wykidajło, ona jak żona bosa Sycylijskiej mafii. Oczywiście pytała mnie, po jaką cholerę mają to robić. Wyjaśniłem jej wszystko oraz przedstawiłem swój plan. Zgodziła się bez wahania, tak samo jak jej chłopak.

Celowo zaparkowałem motocykl gdzie indziej, aby nikt nie mógł go znaleźć, poza mną rzecz jasna. Gdy po niego poszedłem, zrobiłem kilka rundek wokół osiedla i zaparkowałem pod budynkiem, w którym mieszkałem. Musiałem przy tym wyglądać jak gangster, więc oczywiście miałem na sobie kurtkę ze skóry i czarne spodnie, a do tego ciemne okulary. Sąsiedzi pewnie myśleli, że pójdę do swojego mieszkania, jednak się przeliczyli. Siedziałem tylko i czekałem, aż podjadą moi znajomi.

Gdy zobaczyłem, jak podjeżdża Monika ze swoim chłopakiem uznałem, że styl gangsterski pasuje nam wszystkim. Mikołaj, bo tak miał na imię jej chłopak, przyjechał sportowym Audi z przyciemnianymi tylnymi szybami. Wiedziałem jak on wygląda, bo w końcu widziałem się z nim kilka razy, jednak tym razem jego sylwetka prezentowała się o wiele bardziej okazale. Facet miał sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, był dobrze zbudowany i długą brodę, sprawiając tym samym, że wyglądał jak prawdziwy wojownik Asgardu czy innego Skyrima. Do tego wszystkiego na nasze małe przedstawienie założył na siebie skórzaną kurtkę i szare jeansy, oraz ciemne okulary.

Przez chwilę patrzyłem tylko na Mikołaja, kątem oka zerkając do okien. Wszystkie stare prukwy zleciały się oglądać przedstawienie. I bardzo dobrze. Niech się wieści rozchodzą.

Gdy Mikołaj otworzył drzwi od strony pasażera, szczęka mi opadła. Monikę znałem już od paru lat, również wiedziałem, że dziewczyna jest wysportowana i dobrze wygląda, a do tego, jeśli chce, potrafi podkreślić swoje wdzięki. Teraz jednak przeszła samą siebie. Ubrała czarną suknie z długim rozcięciem na boku, które odsłaniało jej nogę niemalże do połowy uda. Do tego suknia ta miała głęboki dekolt, co przez brak stanika bardzo rzucał się w oczy.

Innymi słowy, oboje perfekcyjnie weszli w swoje rolę.

Przywitałem się z Moniką uściskiem, a potem przybiłem piątkę z Mikołajem. Wymieniliśmy kilka słów, a potem Monika wyciągnęła z torebki paczkę z cukrem pudrem. Ja wyciągnąłem z wewnętrznej kieszeni nóż, przebiłem opakowanie i teatralnie zaciągnąłem się białym proszkiem na oczach wszystkich moim sąsiadów. Ukradkiem spojrzałem na Mikołaja, który patrzył się akurat w okno jednego z mieszkań. Chłopak Moniki łypnął i wyszczerzył zęby na osobę, która akurat się tam znajdowała.

Przekazanie i degustacja środków nielegalnych pierwsza klasa, nie ma co.

Po skosztowaniu cukru pudru pokiwałem głową z uznaniem i wręczyłem Monice kopertę wypchaną gazetami. Ona otworzyła kopertę i pokiwała głową. Po wszystkim zaprosiłem moich wspólników do mieszkania na ,,kreseczkę".

Nim weszliśmy do budynku rozejrzałem się dookoła. W oknach nie było widać nikogo. Po wejściu na klatkę schodową nikt do nas nie wyszedł. Mój plan udał się perfekcyjnie. Zapytacie jeszcze, co mogą robić niby-gangsterzy w wolnym czasie? Otóż, najpierw wypiliśmy po kawie, potem po gangstersku zagraliśmy w pokera na żetony, a następnie popykaliśmy trochę na konsoli w prawdziwie gangsterską grę, jaką jest Crash Team Racing.

Nie zdziwiło mnie specjalnie, kiedy do moich drzwi zapukała policja. Oczywiście nie miałem nic do ukrycia, więc wpuściłem policjantów do mieszkania, gdzie wyjaśniłem im wszystko. Że seniorzy uprzykrzali mi życie i nazywali bandytą, więc postanowiłem dać im to, na co zasłużyli. Pokazałem policjantom pakunek z cukrem pudrem oraz kopertę wypchaną gazetami. Przyznaje się szczerze, że nigdy wcześniej nie widziałem tak zażenowanych stróżów prawa. Uwierzyli w moje wyjaśnienia, informując mnie dodatkowo, że swojego czasu było bardzo dużo zgłoszeń na to osiedle. Wszystkie sprawy były bardzo podobne. Spuszczanie powietrza z kół, malowanie sprayem po drzwiach, zostawianie śmieci na klatce schodowej i inne tego typu wykroczenia.

Tak czy inaczej, pożegnałem policjantów, którzy wyszli z mojego mieszkania, trzymając pod pachą paczkę z cukrem pudrem. Musieli go zabrać, aby dokonać analizy czy czegoś tam. W skrócie, dostali zgłoszenie o handel narkotykami, więc musieli zbadać, czy i na pewno są to środki odurzające. Straciłem cukier puder, co nie specjalnie mnie dotknęło. Dodatkowo wpadłem jeszcze na pomysł, aby wyjść na balkon i pomachać do policjantów na pożegnanie. O dziwo, co mnie niezmiernie ucieszyło, odmachali mi. Spędziliśmy u mnie trochę czasu, po czym odprowadziłem moich wspólników do samochodu. Na odchodne Mikołaj uścisnął mi dłoń i powiedział. ,,O psiarskich się nie martw, pogadałem z nimi. I zajmij się tym frajerem, co chciał nas wsypać. Pamiętaj, z pałami się nie gada". Zrobił to na tyle głośno, żeby każdy w obrębie kilkuset metrów nas słyszał.

Następnego dnia opony w moim motocyklu były nienaruszone, a na moim samochodzie nie było nic, czego nie powinno się tam znaleźć. Naprawdę czułem się dumny ze swojego pomysłu. Święty spokój trwa, a ja mogę cieszyć się życiem.

Moi sąsiedzi naprawdę uwierzyli w to, że pochodzę z kryminalnego świata. I naprawdę było mi to na ręke. Dodatkowo mogli mnie jeszcze posądzić o przekupstwo policji, co jeszcze bardziej podbudowało mój wizerunek jako gangstera z krwi i kości. Może popadłem w samo zachwyt, ale po dziś dzień uznaje to za najlepsze, co w życiu zrobiłem. Naprawdę nie zdziwiłbym się, gdyby któregoś dnia zawitała do mnie ekipa ze Sprawy dla reportera i pani Jaworowicz chciała zrobić ze mną wywiad o tym, jak się żyje gangsterom na starych osiedlach. W końcu wszystkie pozycje z listy chętnych do programu zostały spełnione - kłótnia z sąsiadami, zastraszanie i układy z policją i prokuraturą. Jeśli kiedykolwiek trafię do tego programu, naprawdę chciałbym znaleźć się w Szopce dla reportera. Panie Danielu, jeśli to czytasz, proszę pamiętaj o mnie.

Na sam koniec ktoś może zapytać - ,,Ale przecież to starsi ludzie, musiałeś ich straszyć? Nie wystarczyło porozmawiać"? Uważam to za źle postawione pytanie. Właściwe pytanie brzmi - ,,Czy nie było ci szkoda ludzi, którzy jawnie nienawidzili cię za to, że istniejesz i uprzykrzali ci życie"? Odpowiedź jest oczywista. Nie, nie żal mi ich.

Teraz oni żyją w swoim świecie, a ja w swoim i nikt nie wchodzi sobie wzajemnie w drogę. Mogą sobie plotkować, ile chcą. Ale od mojego życia i moich rzeczy wara.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Elektryka prąd nie tyka

Ludzie, którzy są kulą u nogi

Bycie mądrzejszym od każdego nie popłaca