Rower z drugiej ręki

 Opowieść ta będzie dużo krótsza i mniej emocjonująca niż poprzednie, ale nie mniej ciekawa. Jest dla mnie wyjątkowa, ponieważ była to pierwsza tego typu sytuacja, z jaką się spotkałem i może zdziwię co po niektórych, ale tym razem klient, który do mnie zawitał, był typem klienta inteligentnego. Rozumiejącego zasady działania serwisów rowerowych oraz to, że nie każda przyczyna awarii leży po stronie naprawiającego.

Mam nadzieję, że wzbudziłem zainteresowanie.

Zapraszam i życzę miłego czytania Były to pierwsze miesiące prowadzenia mojego serwisu, kiedy otrzymałem telefon od klienta z prośbą o naprawę roweru elektrycznego. Dokładnie chodziło o wymianę silnika, gdyż poprzedni uległ. Podobno stracił swoją moc i wspomagania prawie nie było. Aż do tej pory przy rowerach elektrycznych zajmowałem się jedynie częściami mechanicznymi, takimi jak przerzutki czy hamulce. Nigdy przedtem nie brałem się za wymianę części elektrycznych i muszę przyznać, że podczas rozmowy z klientem miałem lekkiego cykora. Nie chciałem odrzucać zlecenia, wtedy każdy klient był na wagę złota, ale nigdy dotąd nie wymieniałem silników i trochę obawiałem się, że coś zepsuje.

Gdy rower został mi dostarczony szybko przekonałem się, że niepotrzebnie się obawiałem. Silnik był umiejscowiony w tylnym kole. Klient powiedział, że zależy mu jedynie na wymianie silnika, który według niego stracił swoje właściwości. Przetestowałem go i faktycznie, akumulator i wyświetlacz działały jak należy, jednak tego wspomagania jakoś nie było. Sprawdziłem jeszcze wszystkie kabelki i przejechałem się kawałek. Faktycznie, wspomagania jakoś nie było. Porozmawiałem chwilę z klientem, sprawdziłem ceny nowych silników, podałem wstępny koszt i planowaną datę realizacji. Nim się pożegnaliśmy, zapytałem jeszcze, dlaczego nie oddał roweru do sklepu, w którym go kupił. Nie zrozumcie mnie źle, była to zwykła ciekawość. Nie chciałem odsyłać klienta do innego serwisu, ale rozpoznałem markę tego roweru i wiedziałem, że sklep, który go sprzedaje, chwali się swoim serwisem i umiejętnościami serwisantów.

Nawiasem mówiąc, był to sklep, który po polsku nazywa się ,,Dziesięciobój". Jeśli ktoś wie dowie się, o jaki sklep chodzi, niech napisze komentarz. Taka mała zagadka dla tych, którzy lubią lekkie zadania umysłowe. Życzę miłej zabawy, a teraz wracam do historii. Na zadane przeze mnie pytanie klient odpowiedział, że kupił ten rower na OLX i sprzedający powiedział mu, że gwarancja już minęła, co potwierdzał dowód zakupu. W sumie wyjaśnienie było całkiem logiczne i wiarygodne. Tak więc pożegnałem się z klientem i zabrałem się do pracy.

Ogólnie rzecz biorąc wymiana silnika nie była specjalnie kłopotliwa. Tylne koło przyjechało razem z silnikiem, więc nie musiałem go zaplatać na obręcz. Jasne, były małe problemy z jego założeniem, kto wymieniał kiedyś tylne koło w rowerze elektrycznym ten wie, o co chodzi, ale poza tym nie spotkałem się z większymi trudnościami.

Gdy wszystko było już podłączone, włączyłem rower, wsiadłem na niego, ustawiłem wspomaganie na maksymalną moc i……… wszystko zadziałało jak należy. Zrobiłem rundę po parkingu i śmiało mogłem stwierdzić, że naprawa zakończyła się sukcesem. Zadzwoniłem do klienta z informacją o tym, że może odebrać swój rower i podałem kwotę do zapłaty. Jeszcze tego samego dnia rower został odebrany. Dzień później znowu odebrałem telefon od tego samego klienta z informacją, że silnik znowu nie ma mocy. Tym razem jednak powiedział, że wspomaganie jest, jednak po jakimś czasie zanika. Dodatkowo silnik nie ma już takiej mocy, jak ten poprzedni. Powiedziałem więc klientowi, żeby zgłosił się do mnie w celu ustalenia przyczyny tej zmiany.

Gdy klient do mnie przyszedł, natychmiast rozpocząłem wywiad. Powiedział on, że wcześniej jego rower nagle podczas jazdy nagle odcina mu wspomaganie przy wysokich prędkościach. Dodał również, że silnik nie ma takiej mocy, jak ten poprzedni. Przejechałem się więc rowerem i stwierdziłem, że faktycznie rower rozłącza wspomaganie przy większych prędkościach, jednak jest to cecha charakterystyczna dla każdego elektryka. Wytłumaczyłem więc klientowi, że to normalne.

Rowery elektryczne mają zapewnione wspomaganie do określonej prędkości. Gdy się ją osiągnie, dalsza jazda jest możliwa tylko przy użyciu własnych mięśni. Jechać można szybciej, ale już bez wspomagania.

Klient spojrzał się wówczas na mnie jak na idiotę i powiedział, że wcześniej rower nie miał takiego ograniczenia. Silnik również był mocniejszy. Sprawdziłem więc jeszcze raz na stronie producenta katalog części zamiennych, potem fakturę, na której widniał zamawiany produkt i na końcu spojrzałem na koło zamontowane w rowerze. Wszystko wydawało się być jak należy.

Pozostało mi więc sprawdzić jeszcze stary silnik. Ten, który zdemontowałem dzień wcześniej. Do tej pory specjalnie się mu nie przyglądałem, ale teraz dostrzegłem kilka różniących go od nowego silnika detali. Zapytałem więc klienta, od kogo kupował ten rower. Odpowiedział, że od osoby prywatnej, nie żadnego handlarza ani sklepu. Zaproponowałem więc, aby zostawił u mnie rower jeszcze na jakiś czas, z racji na to, że być może poprzedni właściciel wymienił sobie silnik na inny, co muszę sprawdzić bezpośrednio w firmie, z której ten rower wyjechał ( w domyśle chodzi o sieć sklepów ). Klient zgodził się bez problemu. Ponownie spisaliśmy protokół przyjęcia i pożegnaliśmy się.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem pojechałem do sklepu ze starym silnikiem od roweru. Na serwisie uzyskałem informację, że na miejscu nikt mi tego nie sprawdzi i muszę czekać kilka dni, gdyż koło wraz z silnikiem muszą zostać odesłane na inny serwis. Zgodziłem się i poinformowałem klienta o tym, jakie poczyniłem kroki.

Wyobraźcie sobie, że nie czekałem zbyt długo na odpowiedź. Już dwa dni później pracownik serwisu skontaktował się ze mną z informacją, że jest to zupełnie inny silnik niż ten, który jest montowany fabrycznie w rowerach. Co więcej, silnik ten nie należy do oferty tego sklepu, więc poprzedni właściciel bez wątpienia dokonał wymiany samodzielnie lub w innym serwisie. Upewniło mnie to tylko w moich przypuszczeniach. Niezwłocznie powiadomiłem klienta, który dosłownie wybuchł śmiechem na tę wieść. Uzgodniłem z nim, że skoro rower i tak stracił swoją gwarancję, to nic nie stoi na przeszkodzie zamontować inny, mocniejszy silnik.

Chciałem się tylko upewnić, jak to jest z tym odcięciem wspomagania przy większych prędkościach. Ogólnie rower elektryczny może być wspomagany tylko do określonej prędkości, a ten silnik sprawia, że to ograniczenie nie występuje.

Zadałem to pytanie serwisantowi, który do mnie dzwonił. Odpowiedział, że silnik ten posiada ograniczenie prędkości, ale poprzedni właściciel je zdjął. Akurat w tym modelu ogranicznik można zdjąć bezpośrednio w silniku, bez konieczności grzebania innych elementach. Dodam tylko, że zdjęcie ogranicznika w rowerze elektrycznym wiąże się z pewnymi ograniczeniami w jego użytkowaniu. Między innymi nie można jeździć po ścieżkach rowerowych, bo w świetle prawa użytkownik nie porusza się na rowerze, tylko motorowerze.

Nim zacząłem szukać kolejnego silnika, powiadomiłem klienta, że mimo zamontowania mocniejszego silnika, odcięcie wspomagania będzie się nadal pojawiało. Na początku klient lekko się zniesmaczył, jednak wyjaśniłem mu w czym rzecz. Po poproszeniu o chwilę na zastanowienie, w trakcie których znalazłem ten sam model silnika, który był zamontowany wcześniej w rowerze, klient ponownie do mnie oddzwonił. Zapytał, jaka jest cena nowego silnika. Podałem mu ją, a wtedy on zlecił mi rozpoczęcie prac.

Udało mi się również zwrócić silnik, który zamówiłem poprzednio. Nie miał śladów używalności, więc sklep nie robił problemów.

Ogólnie historia skończyła się dobrze. Klient dostał rower z mocniejszym silnikiem i nawet wystawił mi pozytywną opinię. A ja stałem się bogatszy o nowe doświadczenia.

Tak czy inaczej, mam jeszcze małą prośbę do osób, które planują zakup czegoś używanego. Sprawdzajcie, co kupujecie. Tutaj historia nie była tragiczna, ale niejednokrotnie słyszałem o przypadkach, kiedy ktoś kupił używany samochód, a tydzień później nowy nabytek wylądował na złomie, bo tłoki wystrzeliły z silnika.

Mam nadzieję że taka delikatniejsza historia również przypadnie wam do gustu. Jeśli lubicie te, w których ludzie są mniej mili, niewychowani, chamscy albo niedouczeni, to nie martwcie się, mam ich jeszcze mnóstwo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Elektryka prąd nie tyka

Ludzie, którzy są kulą u nogi

Bycie mądrzejszym od każdego nie popłaca