Wyjątkowy sprzęt dla wymagających
Użytkownik u/Axiomancer poprosił mnie w komentarzu o wstawienie historii innej niż wszystkie. Tzn, chodzi o sytuację, w której klient zapadł mi w pamięć przez pozytywne odczucia. Oto więc jedna z nich.
Do mojego serwisu przyszedł mężczyzna wraz z kobietą w wieku około trzydziestu lat. Wyglądali dość zwyczajnie. On miał na sobie spodnie robocze, koszulę w stylu kanadyjskim (taka w czerwone paski, bardzo popularna wśród mechaników samochodowych) i kamizelkę. Kobieta natomiast miała na sobie niebieskie jeansy i białą koszulkę.
Standardowo przywitałem się i zapytałem, jak mogę pomóc. Klient odpowiedział, że przychodzi do mnie po bardzo specjalistyczny rower. Zapytałem więc, czy rower ma służyć do jazdy szybkiej, czy może bardziej terenowej. Jak się okazało, żadne z tych pytań nie było konieczne. Klienci poszukiwali roweru do jazdy z ciężkimi ładunkami. Dokładnie, chodziło o rower typu Cargo.
I słowem wyjaśnienia, bo nie każdy musi to wiedzieć. Rower Cargo to rower transportowy, na który można zapakować duży i ciężki ładunek. Najczęściej spotyka się modele dwukołowe, ale zdarzają się również wersje trzykołowe. Można nimi przewozić towary, a odpowiednie modele nadają się do przewozu pasażera.
Ogólnie, bardzo spoko sprzęt.
Usłyszawszy od klienta to, czego potrzebuje, zaprosiłem jego oraz jego żonę do mojego stanowiska. Niestety w sklepie nie miałem żadnego roweru tego typu, więc musiałem posiłkować się ofertami, jakie mieli moi partnerzy, od których kupowałem rowery. Nie było tego dużo, rowery cargo nie są zbytnio popularne w naszym kraju, ale udało nam się znaleźć coś bardzo odpowiedniego. Klienci przedstawili jasne żądania, co do roweru.
Miał to być model cargo, jak już wcześniej wspomniałem. Miał być on przystosowany do przewozu towaru na bagażniku i, co najważniejsze, musiał posiadać wspomaganie elektryczne. Klienci powiedzieli również, że mile widziana będzie również możliwość podłączenia przyczepki na dodatkowy ładunek.
Po spędzeniu około godziny na poszukiwaniu i kompletowaniu wszystkich potrzebnych elementów, całą trójką udało się uzgodnić wszystkie szczegóły. Całość zamknęła się w kwocie bardzo atrakcyjnej dla klientów, co widziałem na ich twarzach. Uśmiech i kiwania głowami zawsze powodowały u mnie motylki w brzuchu. Miło było popatrzeć, jak ludzie się cieszą.
Nie mogłem się jednak powstrzymać przed zadaniem bardzo nurtującego mnie pytania. Do czego ten rower ma służyć? Jasne, oczywistym było, że do transportu towaru, ale jest to dość ogólna odpowiedź. Ci państwo nie wyglądali na właścicieli firmy kurierskiej ani transportowej świadczącej usługi dostaw jedzenia i artykułów spożywczych.
Zapytałem i dostałem taką odpowiedź, jakiej się nie spodziewałem.
Klient zamierzał razem z bratem, siostrą, małżonką, szwagrem i szwagierką sprezentować swojemu ojcu na urodziny rower. Gdy zapytałem, czy nie lepiej dla osoby starszej (solenizant miał już siedemdziesiąt lat, o ile dobrze pamiętam) sprezentować rower miejski i czy cargo jest absolutnie potrzebny. W końcu do roweru miejskiego również można dołączyć sakwy i przyczepkę. Ponownie, klient wyjaśnił mi, w czym rzecz.
W dużym skrócie. Ojciec mojego klienta to rowerzysta z krwi i kości. Jeździ na rowerach przez całe życie. Klient i jego rodzina posiadają ziemie, na której uprawiają wiśnie (przepraszam za brak profesjonalnego języka, ale nie jestem rolnikiem i nie wiem, jak to się nazywa). W sezonie, wiadomo, cała rodzina pomaga przy zbiorach. A ponieważ skup jest całkiem niedaleko, ojciec mojego klienta często jeździł tam rowerem. Cała rodzina zbierała, on w tym czasie zawoził towar. Czy to było opłacalne? No najwyraźniej w tym przypadku tak. Dotychczasowy rower cargo, będący w posiadaniu rodziny, najlepsze lata miał już za sobą i konieczna była wymiana. A ponieważ zbliżały się urodziny ojca mojego klienta, to znalazła się idealna okazja, aby taki kupić.
Gdy to usłyszałem, w mojej głowie pojawił się widok tego staruszka na swoim wysłużonym rowerze typu cargo, jak z załadowanym bagażnikiem po brzegi jedzie przez wieś do skupu. Jeżeli to, co mówił klient, było prawdą, to jego ojciec musiał mieć naprawdę nogi zrobione ze stali.
Ustaliłem wszystkie koszty i ustaliłem termin odbioru roweru. Klienci byli bardzo zadowoleni. Muszę tu nadmienić, że oprócz samego roweru, dodatkowo zamówiona została również przyczepka. Ta, która była w ich posiadaniu, podobnie jak rower, najlepsze lata ma za sobą i wypadałoby zamówić inną.
Po tygodniu zamówienie dotarło do mojego sklepu. Karton był tak ogromny, że gdy tylko się pojawił, od razu wiedziałem, co znajdę w środku. Na stronie internetowej rower prezentował się znakomicie i bardzo majestatycznie. Na żywo natomiast jeszcze lepiej. Nie jestem osobą zachwycającą się wyglądem rowerów, ale ten zrobił na mnie duże wrażenie. Lakier był matowy, bateria ulokowana w ramie, więc bagażnik pozostałam do pełnej dyspozycji. Dodatkowo koszyk z przodu ze stalowym stelażem.
Osoba projektująca ten model pomyślała również o tym, jak pokonać największą bolączkę tych rowerów, czyli balans. Chodzi o to, że jazda rowerem z pustym bagażnikiem była tak, jak należy, ale z dużym obciążeniem stawała się bardzo niestabilna. Tutaj rozwiązanie było proste. Przednie koło miało rozmiar 26 cali, tylne natomiast, w którym również był ulokowany silnik, to 20 cali. W ten sposób rower był w pełni stabilny.
Jeśli kiedykolwiek Monika musiała mi przypominać, że przyszedłem do pracy, a nie podziwiać rowery, to był właśnie ten moment.
Ale dobra, bo pewnie zastanawia was, jaka była reakcja klientów. Odpowiedź jest prosta. Jeszcze większa niż moja.
Po odbiór przyszła cała delegacja. Małżeństwo, które robiło u mnie zamówienie, a także pozostali członkowie rodziny składający się na ten prezent. Ich reakcje były podobne do mojej. Najpierw wielkie oczy, potem głośne wyrazy aprobaty, oglądanie całego roweru ze wszystkich stron i przeglądanie dodatków, jakie już zamontowałem.
Nie będę pisał dokładnie, co oprócz roweru zostało zamówione, ważna dla historii jest tylko przyczepka.
Cała szóstka była wniebowzięta. Każdy z nich chciał wypróbować nowego cargo, na co oczywiście pozwoliłem. Widok był jednocześnie zdumiewający i śmieszny. Ósemka dorosłych ludzi, bo ja i Monika również tam byliśmy, testowała jeden rower wielkości motocyklu.
Jeśli ciekawi was, skąd takie porównanie, to informuję, że zostało to przez nas zmierzone. Rower postawiliśmy przy moim motocyklu i okazało się, że elektryk jest tylko odrobinę krótszy. Tak więc możecie sobie wyobrazić, jakiej wielkości był to rower. W połączeniu z przyczepką prezentował się naprawdę majestatycznie i potężnie. Łącznie jechały trzy osoby. Jedna na miejscu kierowcy, druga na bagażniku, a trzecia w przyczepce. Emocje były podobne jak na dmuchanych zamkach w parkach rozrywki, a przypominam, że średnia wieku bawiących się ludzi to mniej więcej dwadzieścia pięć lat.
I w kwestii wyjaśnienia, czy rower może mieć tak duże obciążenie, skoro jechały trzy osoby. Ogólnie tak, pod warunkiem, że nie przekroczy się dopuszczalnego obciążenia. Poza tym, w końcu to cargo i do tego służył. No dobra, ma inne przeznaczenie niż przewożenia ludzi w przyczepkach, co nie zmienia faktu, że te wygłupy miały na celu przetestowanie możliwości roweru.
Test sprawności wypadł znakomicie. Klienci przyjechali do mojej firmy samochodem dostawczym, więc z transportem nie było dużego problemu. Po wyłożeniu podłogi kartonami, owinięciu kilkoma warstwami folii bąbelkowej i zapięciu pasami, rower był gotowy do transportu.
Uwierzcie mi na słowo, nigdy dotąd nie widziałem tak szczęśliwych ludzi.
Przynajmniej do momentu, aż na adres e-mail nie dostałem zdjęcia z urodzin ojca mojego klienta. Fotografia przedstawiała dziadka śmiejącego się i płaczącego jednocześnie ze szczęścia, który siedział na swoim nowym rowerze. Dostałem również drugie zdjęcie, gdzie mężczyzna stoi przy swoim jednośladzie w towarzystwie rodziny, która zasponsorowała mu nowy sprzęt. Wszyscy wyglądali na zadowolonych, a najbardziej oczywiście solenizant. Oprócz zdjęć dostałem też krótki filmik, na którym ten dziadek jedzie na swoim nowym cargo. Najpierw widziałem z daleka, jak ruszył z miejsca, a potem, jadąc w stronę nagrywającego, zobaczyłem jego lekko przerażoną twarz. Czemu przerażoną? Bo osiągnięta przez niego prędkość była tak duża, że dziadek ledwo zatrzymał się przed stojącym przed nim kamerzystą. Na końcu nagrania, oczywiście śmiech.
Czy historia tu się kończy? Jeszcze nie.
Klienci wrócili po miesiącu z ich starym rowerem cargo z zapytaniem, czy prowadzę skup rowerów. Oczywiście, że prowadzę. Mój komis nie był i nadal nie jest bardzo imponujący, ale z miłą chęcią przyjąłem proponowany przez nich egzemplarz.
Po formalnościach rozmawialiśmy przez dobre kilka minut. Dowiedziałem się, że rower sprawdza się znakomicie, ale konieczne będzie w przyszłości dokupienie dodatkowej baterii, po którą na pewno w przyszłości ktoś się do mnie zgłosi. Rower w końcu ma pełnić rolę małego dostawczaka. Oprócz tego klient powiedział, i tu naprawdę trafił mnie prosto w serce, że drugi raz zobaczył swojego ojca, jak płacze. Pierwszy raz był na ślubie jego córki, drugi po zobaczeniu roweru, którego ja poleciłem, skompletowałem i wydałem.
Historia inna niż wszystkie, która mam nadzieje przywróci wam wiarę w ludzki rozsądek. Naprawdę, są na tej planecie ludzie, którzy mają normalne rozumowanie i o nich również warto wspominać.
Komentarze
Prześlij komentarz